Dodatkowo mogę już zapowiedzieć wstępnie, że pod koniec czerwca zacznę pracować nad nowym projektem muzycznym wspólnie ze starymi kumplami. Projekt będzie konstruowany w Żurominie i w Płocku. Same dojazdy zajmą mi trochę czasu i budżetu, zatem zrezygnowałem z tegorocznego przystanku Woodstock. Niestety, dla rock'n'rolla trzeba się poświęcić (tutaj perkusista dodałby dźwięczne KURWA!!). Plany wyglądają tak, że mamy zamiar już od razu zacząć pracę nad pierwszymi utworami i pierszym nagraniem demo na przełomie lipca i sierpnia. Jak narazie tak to się przedstawia, o reszcie będę tu pisał na bierząco.
Wszystko ma swoją genezę. Każde istnienie ma swój początek i powód dalszej egzystencji. Kontrolowane jest to przez czas i inne czynniki, o których nie chce wspominać. Taki sens swój ma też muzyka, która gra w duszach milionów, miliardów ludzi na całym świecie. Muzyka rockowa napędzała i wciąż napędza serca wielu jednostkom. Od czego się to zaczęło? Zaczęło się od bluesa. Zastanawiam się ostatnio nad tym, czy gdyby do Ameryki nie zesłano murzynów, aby Ci pracowali niewolniczo, to czy historia muzyki wyglądała by dziś tak, jak wygląda? Blues przecież był wylewaniem przez czarnych ludzi do nut bólu swego niewolniczego życia. Potem przekształcało się to w piosenki miłosne, piosenki drogi et cetera, et cetera... więc, pytanie, gdyby czarnych nie porywano do Nowego Świata, to jak potoczyła by się historia rocka? Zdaje mi się, że diametralnie inaczej... jak mawiał dr Brown, każda, nawet najmniejsza zmiana w przeszłości prowadzi do ogromnej zmiany przyszłości.
I tutaj piję też do wielu rasistów słuchających muzyki black metalowej - gdyby nie czarni, nie mielibyście Mayhem, Gorgoroth, czy Burzum... to już nawet odkrył sam Varg Vikerness i rozstał się z gitarową muzyką. Jego wybór. Widać te idee są mu bliższe niż "rock'n'roll" (w cudzysłowiu, z racji mojej opinii o bm).
Zatem mamy twardy początek rocka. Twardy tak samo, jak muzyka grana przez Saxon - nie do podważenia. Zaś jej rozwój... nie chce tutaj robić za muzykologa, czy kogoś w tym rodzaju, więc nie będę się wgłębiał w tę materię. Z resztą uważam, że to niewiarygodna przyjemność zasłuchiwać się w tę żywą historię. Ale jedna sprawa, którą muszę tu przedstawić - dinozaury rocka. Dlaczego dinozaury? Moze jest to porównanie do różnych gatunków tych gadów pojawiających się w poszczególnych erach (np. blues to kreda, a hard rock - jura)? Albo po prostu by przedstawić ogrom znaczenia tych grup na przełomie dziesięcioleci? Ale przeciez były też i małe dinozaury... nieistotne. Słysząc hasło dinozaur rocka kojarzy się nam to z kimś potężnym muzycznie i komercyjnie zarazem. Jak by wyglądał rozwój rocka bez tych grup? Tak naprawdę to one nadają wytyczne wielu młodym uszom co do kierunku słuchanej muzyki. Jestem pewien, że zdecydowana większość, jesli nie całość populacji słuchającej rocka zaczęła tę przygodę od, podam banalny przykład, Deep Purple, Metalliki. No i oczywiście to niesie za soba to, że wśród fanów tych gigantów znajdą się młodzi muzycy, którzy założą kapelę, uda im się i też staną się dinozaurami. Proste jak usmarzenie jajecznicy. I chcę zadać kolejne pytanie... a raczej wczuć się w sytuację... wyobraźmy sobie świat za 20 lat... świat, w którym nazwiska James Hetfield, Mike Portnoy, czy Ian Gillan są wyryte na nagrobkach. I spójrzmy przy okazji na dzisiejszy świat, gdzie rządzi biurokratyzm, uniwersalizm, konsumpcja, zepsucie twórcze i elektronika... gdzie tu miejsce na narodziny artystów wiodących? Wyobraźmy sobie tę przyszłość i skalkulujmy sobie, jak będzie wyglądała muzyka rockowa w tym świecie? Czy się rozwinie? Czy nadal będzie motywem napędzającym ludzi? Czy może umrze pod naciskiem ciężkiego buta wielkich wytwórni płytowych i internetu? A może... wydaje mi się, że już dziś artyści zaczynają przejmować kontrolę nad internetem i potrafią z niego korzystać. Weźmy na przykład Radiohead, którzy swoją muzykę sprzedają przez internet. Tylko własnie, co się stanie ze sklepami płytowymi? Nie wyobrażam sobie świata bez płyt, nawet dzisiaj, pomimo, że te wydawnictwa są diabelnie drogie, to jednak czuję przyjemność, gdy mam u siebie oryginalne wydawnictwo. Przyszłość... musimy jej doświadczyć. Czy muzyka dożyje tego przeznaczenia? Nie wiem, nie wierzę w przeznaczenie. Wierzę, że ci kowale swojego losu mają dość oleju w głowie i dobrze wykorzystają swój potencjał. A jeśli pytacie o nowych dinozaurów rocka... jestem pewien, że nadejdą nowi. Właściwie, to już jest takich kilku. Musimy tylko ich zauważyć i przestać zapatrywać się ślepo w starych, dobrych Sabbathów.
2008 Mateusz Koziorowski